Warzecha ostrzega: Ta ustawa pozwala zniszczyć dowolny podmiot czy osobę
Koalicja Donalda Tuska przeforsowała w Sejmie ustawę o środkach ograniczających określaną przez jej przeciwników jako "ustawę bolszewicką". Teraz ustawa trafi do Senatu, gdzie koalicja ma większość, a następnie prawdopodobnie na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. Przeciwko ustawie głosował PiS, obie Konfederacje, Rozwój Plus i koło Demokracja. Cała koalicja Donalda Tuska opowiedziała się za ustanowieniem rygorów. Konfederacja natychmiast po głosowaniu wezwała głowę państwa do postawienia w tej sprawie weta. Z uwagi na dopuszczalne w tym akcie normatywnym administracyjne wywłaszczenia, przedstawiciele formacji określili go potocznie jako "ustawę bolszewicką".
"Ustawa bolszewicka" (druk 3003)
Ustawa o środkach ograniczających (druk sejmowy 3003) może umożliwić władzy daleko idące represje – z wielomilionowymi karami finansowymi i konfiskatą majątków włącznie – bez wyroków sądowych, wobec osób fizycznych i prawnych, które w opinii rządowych urzędników MSWiA zostaną uznane za "bezpośrednio lub POŚREDNIO wspierające obcą ingerencję i manipulację w środowisku informacyjnym wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy i pozycję międzynarodową Rzeczypospolitej Polskiej".
Anna Bryłka z Konfederacji podkreśliła, że obawy przeciwników ustawy z druku 3003 są uzasadnione, tym bardziej że "Premier Tusk i środowiska bliskie rządowi wszędzie widzą rosyjskie wpływy, a krytyka Unii czy polityki klimatycznej według nich stanowi element rosyjskiej wojny informacyjnej".
Warzecha ostrzega: Pozwala zniszczyć dowolną firmę i osobę
Jednym z pierwszych dziennikarzy, który ostrzegał przed projektem rządu Tuska z druku 3003 był Łukasz Warzecha. Publicysta zabrał głos także po ogłoszeniu wyników głosowania w Sejmie.
"Przez Sejm przeszła dzisiaj ustawa 3003. Omawiałem ją w jednym z wideoblogów niedawno. Mówiąc w skrócie – pozwala ona pod pretekstem walki z rosyjskimi wpływami (ukrainofile z pewnością są zachwyceni) zniszczyć decyzjami administracyjnymi praktycznie dowolny podmiot, a nawet osobę prywatną" – zwrócił uwagę.
"Co prawda w toku prac sejmowych dodano zastrzeżenie, w teorii mające chronić wolność słowa (art. 4, pkt 4), to jednak proteza wobec tego, że całość ma naturę uznaniową, a intencja ustawy jest oczywista" – ostrzegł.
Dodana do ustawy definicja "ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym"
Przeciwnicy ustawy alarmowali, że tak szerokie, nieostre i stwarzające możliwość dowolnej interpretacji sformułowanie mogą objąć dosłownie każdego, zniszczyć dowolne przedsiębiorstwo i uniemożliwić pracę mediów. W rezultacie presji w tym zakresie pod koniec października projektodawcy zdefiniowali w toku prac w komisji sejmowej pojęcie "obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym".
"Przez ingerencję i manipulację w środowisku informacyjnym stwarzające poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego należy rozumieć celowe, systematyczne, skoordynowane i nieautentyczne zachowanie w domenie informacyjnej, ukierunkowane na wywołanie istotnego wpływu na opinię, poglądy lub zachowania odbiorców w sposób stwarzający ryzyko rzeczywistego i poważnego zagrożenia dla interesów lub pozycji międzynarodowej Rzeczypospolitej Polskiej, nienaruszalności jej granic, bezpieczeństwa państwa lub jego obywateli, porządku publicznego lub prawidłowości przebiegu wyborów […]" – brzmi definicja.